Niech się śmieją

Wspominając szkolne lata, mam mieszane uczucia. Z jednej strony, wiążę się z nimi sporo pięknych wspomnień, które wywołują uśmiech na mojej twarzy. Z drugiej strony, był to czas, kiedy doświadczyłem trudnych dla mnie sytuacji. Byłem trochę większy od rówieśników i nie chodzi tutaj o wzrost. Do pewnego czasu nie przeszkadzało mi, że mam kilka… dobra, kilkadziesiąt kilogramów więcej niż moi rówieśnicy. Było tak do momentu, kiedy codziennością stały się wyzwiska od grubasów, tłuściochów itp. Nie mogłem myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, że jestem brzydki i gruby. Wszyscy na mnie patrzą i widzą mnie właśnie takim. Śmieją się… Z tego powodu bliska mi jest historia Noego.

„Władca potopu”, bo tak go roboczo nazwałem, jest jednym z najpopularniejszych biblijnych bohaterów. Mało jest osób, które choć szczątkowo nie znają jego historii. Doczekał się nawet filmu, gdzie zagrał go sam Russell Crowe. Nad filmem nie będę się tutaj znęcał, choć mam ochotę… Napiszę tylko, że film z samym przekazem biblijnym ma w sumie niewiele wspólnego, ale nie uważam tego za zarzut w ocenie produkcji Darrena Aronofsky’ego. Bardziej razi mnie w niej zrobienie z Noego „gladiatora”. Noe to dziwak. Ktoś, kto wbrew logice poświęca całe życie na budowanie czegoś, co zajmie go bez reszty, choć może się okazać, że w ogóle się nie przyda. Przecież Bóg nie stanął przed nim „twarzą w twarz” i nie powiedział, co się stanie. To wizja, widzenie, być może sen, który staje się dla bohatera rzeczywistością. A dostał w nim nawet drobną instrukcję budowy:

Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz. A oto, jak masz ją wykonać: długość arki – trzysta łokci, pięćdziesiąt łokci jej szerokość i wysokość jej – trzydzieści łokci. Nakrycie arki, przepuszczające światło, sporządzisz na łokieć wysokie i zrobisz wejście do arki w jej bocznej ścianie; uczyń przegrody: dolną, drugą i trzecią
(Rdz 6,14-16).

Budowa takiego kolosa nie mogła zająć tygodnia. Zwłaszcza, że Noe pracował przy nim sam. Nie był też w stanie schować swojej budowy przed światem (trzysta łokci to ponad sto trzydzieści metrów długości). Co mogli pomyśleć sobie mijający Noego ludzie, gdy ten budował ponadstumetrową łódź tam, gdzie nie było morza? Wariat. Trudno widzieć go w innych kategoriach. Pewnie niejeden śmiał mu się prosto w twarz: „Co ty robisz, dziwaku? Zajmij się czymś pożytecznym”. On jednak, wierny wizji, której doświadczył, robi swoje. Wie, dlaczego i po co to wszystko:

Ja zaś sprowadzę na ziemię potop, aby zniszczyć wszelką istotę pod niebem, w której jest tchnienie życia; wszystko, co istnieje na ziemi, wyginie, ale z tobą zawrę przymierze. Wejdź przeto do arki z synami twymi, z żoną i z żonami twych synów. Spośród wszystkich istot żyjących wprowadź do arki po parze, samca i samicę, aby ocalały wraz z tobą od zagłady. Z każdego gatunku ptactwa, bydła i zwierząt pełzających po ziemi po parze; niechaj wejdą do ciebie, aby nie wyginęły. A ty nabierz sobie wszelkiej żywności – wszystkiego, co nadaje się do jedzenia – i zgromadź u siebie, aby była na pokarm dla ciebie i na paszę dla zwierząt
(Rdz 6,17-21).

Dlatego też – niech się śmieją.
Jak bardzo mi brakowało takiego podejścia wtedy, gdy po raz kolejny przez moją głowę przechodziła myśl o „grubasie”. O ile łatwiej byłoby, gdybym potrafił bardziej słuchać siebie niż innych. Nie mam wątpliwości, że Noe to potrafił. Słuchał siebie i stawiał to ponad to, co oni mówili. To trudne. Wymaga zaangażowania, determinacji i przede wszystkim wiary. Zwłaszcza, gdy woda nadal pokrywała ziemię, dni mijały, a próby odkrycia lądu nic nie dawały:

Ale Bóg, pamiętając o Noem, o wszystkich istotach żywych i o wszystkich zwierzętach, które z nim były w arce, sprawił, że powiał wiatr nad całą ziemią i wody zaczęły opadać. Zamknęły się bowiem zbiorniki Wielkiej Otchłani tak, że deszcz przestał padać z nieba. Wody ustępowały z ziemi powoli, lecz nieustannie, i po upływie stu pięćdziesięciu dni się obniżyły. Miesiąca siódmego, siedemnastego dnia miesiąca arka osiadła na górach Ararat. Woda wciąż opadała aż do miesiąca dziesiątego. W pierwszym dniu miesiąca dziesiątego ukazały się szczyty gór. A po czterdziestu dniach Noe, otworzywszy okno arki, które przedtem uczynił, wypuścił kruka; ale ten wylatywał i zaraz wracał, dopóki nie wyschła woda na ziemi. Potem wypuścił z arki gołębicę, aby się przekonać, czy ustąpiły wody z powierzchni ziemi. Gołębica, nie znalazłszy miejsca, gdzie by mogła usiąść, wróciła do arki, bo jeszcze była woda na całej powierzchni ziemi; Noe, wyciągnąwszy rękę, schwytał ją i zabrał do arki. Przeczekawszy zaś jeszcze siedem dni, znów wypuścił z arki gołębicę i ta wróciła do niego pod wieczór, niosąc w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego. Poznał więc Noe, że woda na ziemi opadła. I czekał jeszcze siedem dni, po czym wypuścił znów gołębicę, ale ona już nie powróciła do niego (Rdz 8,1-12).

Wydaje mi się, że nikt z rodziny Noego nie odważył się z niego śmiać. W sumie nie było powodów do śmiechu. Skupienie i nieznośne wyczekiwanie na to, aby wydarzyło się cokolwiek. Coś, co będzie wyrwaniem z beznadziejnej codzienności. I stało się. Jest ląd. Historia ludzkości dostaje nowy początek. Bóg zawiera przymierze z Noem i jego rodziną.
Potem Bóg tak rzekł do Noego i do jego synów:

«Ja, Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię». Po czym Bóg dodał: «A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa. Gdy zatem będzie ten łuk na obłokach, patrząc na niego, wspomnę na przymierze wieczne między mną a wszelką istotą żyjącą w każdym ciele, które jest na ziemi». Rzekł Bóg do Noego: «To jest znak przymierza, które zawarłem między Mną a wszystkimi istotami, jakie są na ziemi» (Rdz 9,8-17).

Dziś mam dystans do tego, co ludzie o mnie mówią. Wiem, że słuchając tylko głosów innych, staję się głuchy na słuchanie samego siebie. Szum z zewnątrz nie pozwala mi usłyszeć tego, co gra w środku. Warto mieć to na uwadze. Nie ma sensu myśleć bez przerwy o tym, co mówią o tobie inni. To, że nie potrafią zrozumieć twojego planu na siebie, to nie jest twój problem. Ich opinia ma znaczenie jedynie wtedy, gdy sam nadasz jej taką wagę. Jeśli postawisz ją ponad tym, co sam o sobie myślisz, to nie będziesz to ty! To będą ich kompleksy przelane na ciebie.
Próbuj i szukaj, rób to, co sprawia ci radość, to, co ciebie rozwija. Jesteś ważny w oczach Boga i ludzi. Nic nie jest w stanie tego zmienić. Żaden śmiech.

Wpis pochodzi z mojej książki pt. Boża Szkoła Determinacji, wydawnictwo eSPe