Moja (nie)pewna wiara

Pewność jest pożądanym stanem przez człowieka. Chcemy być pewni o pracę, pieniądze, przyszłość itd. To daje komfort psychiczny. Można spokojnie spojrzeć dalej niż na najbliższy tydzień lub miesiąc. Trudno doszukiwać się w pewności czegoś złego. Czy jednak w przestrzeni wiary, możemy być pewni? Możemy dojść do stanu, w którym nie będzie pytań, które budzą nasze wątpliwości?

Mówią, że pewne są dwie sprawy: śmierć i podatki. To oczywiście przysłowie, które jedni traktują bardziej dosłownie, inni mniej. Są też tacy, którzy do tych dwóch spraw, bez mrugnięcia okiem, dorzucają wiarę. Wszystkie pytania dotyczące powstania świata, istnienia Boga, słuszności własnego wyznania, dogmatów itd. mają jednoznaczną odpowiedź. Każdy kto ma inne zdanie lub pytania, myli się lub jest błądzącym buntownikiem, który ulega wpływom lewackiej ideologii. Przecież „normalny katolik” nie może mieć wątpliwości. Ironizuję oczywiście.
Prawdą jest, że uczucia pojawiają się w nas bez udziału naszej woli. Są, czy tego chcemy czy nie. Nie pytają się o zgodę. Przychodzą, tak po prostu, pod wpływem dziejących się wydarzeń. Spójrzmy na Jezusa umierającego na krzyżu. Woła on tak: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46). Słowa te, nawet jeśli dosłownie odczytujemy pod kątem Psalmu 22, świadczą o słabości ludzkiej natury Jezusa, który był w pełni człowiekiem i w pełni Bogiem. Jezus nie wątpi tu w Boga Ojca. To chyba jasne. Zwątpienie dotyczy innej kwestii. Mi bliższej. To obecność, lub jak ktoś woli, odczuwalność Boga w świecie. Coś, co bez zadawania pytań, staje się martwe. Osobiste doświadczenie, które ma wpływ na każdy aspekt wiary, może zostać zabite przez zgubną pewność siebie.

Efektem zadawania pytań jest szukanie odpowiedzi. A to prowadzi do większego poznania. Czy nie o to chodzi w rozwoju duchowym człowieka? Im więcej czasu dajemy, tym relacja może stać się bliższa. Nie musi prowadzić do pewności. Tak jak miłość dwojga ludzi, którzy stoją przed ołtarzem i ślubują miłość, wierność i uczciwość małżeńską, nie daje pewności na resztę życia. Daje coś innego. Daje szansę na zbudowanie relacji opartej na miłości. A Bóg jest miłością.

Nie wolno odzierać człowieka z chęci szukania. Każdy z nas jest wolny. Ta wolność jest również w przyjęciu wiary lub jej odrzuceniu. Ani przymus, ani siła nic tu nie da. Może jedynie doprowadzić do niebezpiecznego stanu jakim jest katolicyzm odarty z chrześcijaństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.