Instrukcja obsługi życia z ambony

Jeśli nie mam o czymś pojęcia, to staram się nie wypowiadać w temacie. To prosta zasada, z którą mamy w naszym kraju ewidentny problem. Nie jest żadną ujmą „nieznanie się” na czymś. Większym problemem jest przekonanie, że znam się na wszystkim.

Nie rozumiem pędu, co po niektórych duchownych, do bycia specjalistami od życia swoich parafian. A już zupełnie nie mieści mi się w głowie opowiadanie o np. słuszności klapsów, wybierania męża czy żony lub rozporządzania domowym budżetem.
Po co o tym mówić? Dzisiaj mamy powszechny dostęp do wiedzy, której nie trzeba dostarczać z ambony. Skupianie się na psychologii, pedagogice czy socjologii zabiera czas Ewangelii.
W kościelnych ławkach nie siedzą puste i głupie owce, którym trzeba wykładać przepis na życie. Tam są ludzie, którzy szukają nadziei. Tą nadzieję mogą znaleźć w osobie Jezusa Chrystusa, w sakramentach. Warto zatem aby kapłani byli tu mostem, a nie przeszkodą. Naprawdę, mężczyźni znajdą sobie żony, żony znajdą sobie mężów, a i dzieci wychowają bez instrukcji obsługi z ambony.

Może za bardzo weszliśmy w swoje role? Księża w rolę pasterzy, którzy mają przeganiać swoje owce z kąta w kąt, mówiąc im jak stawiać każdy kolejny krok w życiu, a my, wierni, w rolę tych, którzy mają stać i beczeć z podziwem. Odpowiedzialność za Kościół jest na barkach jednych i drugich. To nasz wspólny Kościół.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.