Zacznijcie słuchać

To prawda, że odwaga jest potrzebna do tego aby wstać i mówić. Jest również potrzebna do tego aby siąść i słuchać. W ślad za słowami Winstona Churchilla można by zadać pytanie – Czy Kościół jest dzisiaj odważny do tego aby słuchać? Do tego aby mówić, nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest.

Mówienie jest łatwiejsze. Zwłaszcza gdy mówi się do „swoich”. Do tych, których reakcje są mocno przewidywalne i wiadomo, że po ostatnim słowie będą oklaski. „Swoi” nie zadadzą niewygodnych pytań. Nie będą szukać odpowiedzi. Nie chcą wiedzieć o problemach. Chcą jedynie utwierdzenia, że są na dobrej drodze. I to w polskim Kościele dostają. Co z tymi, którzy mają pytania? Którzy widzą problemy i głośno o nich mówią? Czy ktoś ich słucha gdy pytają?

Obecnie widzę w Kościele dwie funkcjonujące metody odpowiedzi: Pierwsza to zdyskredytowanie. Przekonanie „swoich”, że tamci są źli, że chcą zniszczyć to, co święte – czyli Kościół. Niech przykładem będzie tu ostatnia wypowiedź ks. Prof. Stanisława Koczwary. Kapłan wykazuje się absolutnym brakiem empatii i publicznie ośmiesza ludzi, którzy po latach milczenia odważyli się walczyć o sprawiedliwość. Druga to milczenie, unikanie odpowiedzi, przeczekanie aż emocje opadną i pojawią się inne sprawy, które przykryją problem. Nie wiem, która z nich jest gorsza.

Tak, oczywiście są oświadczenia po pojawiających się w internecie wypowiedziach poszczególnych hierarchów. Co z tego? Oświadczenie nic nie zmieni, nie wysłucha, nie odpowie. Oświadczenie to najprostsza metoda na ucięcie tematu. Problem w tym, że ono nic nie załatwia.

Bardzo chciałbym aby polscy hierarchowie spotykali się z młodymi ludźmi, którzy mają w sobie mnóstwo wątpliwości do tego, czy być w Kościele. Aby ich wysłuchali. Tak zwyczajnie, tak po prostu poszukali tego, co wspólne, poszukali drogi dla każdego, kto w Jezusie Chrystusie widzi Boga. Aby przestali ich traktować jak masę, która jeśli nawet ma prawo coś powiedzieć, to nie ma to dla nich znaczenia.

Jeśli księża w Polsce nie zaczną słuchać, to pewnego dnia (za 20 góra 30 lat) może okazać się, że nie będą mieli do kogo mówić.