Przyszłość Kościoła

Dobrze jest pamiętać o historii. Znać ją i wiedzieć, jak wiele poprzednie pokolenia musiały poświęcić, abyśmy mogli żyć w wolnym kraju. To ważne, równie ważne jest to, że to historia, a nie teraźniejszość. Jeśli żyjemy tym co było, to jak mamy dbać o to, co będzie?

Żyjemy historią, słowami ludzi, których już dawno z nami nie ma. I nie chodzi tu o to, aby o nich nie mówić, nie przywoływać ich nauki. Chodzi o to, aby przestać adorować historię i samych siebie. Zwrócić uwagę na otaczający świat. Mniej niż 40% katolików uczestniczy w niedzielnej Eucharystii, mniej niż 20% przyjmuje Komunię. W 1990 roku w Kościele Katolickim w Polsce zawarto 230 tyś. małżeństw sakramentalnych, by w 2018 już tylko 133 tyś.. Dochodzi do tego 65 tyś. rozwodów rocznie. Na 100 małżeństw, 33 rozpada się. To dramat.

I możemy tu oczywiście wytrzeć sobie twarz postępującą laicyzacją, złym światem, który przecież atakuje Kościół z każdej strony itd. Pytanie tylko – I co z tego, że znajdziemy usprawiedliwienie?! Nic! Jeśli ludzie coraz bardziej nie chcą wchodzić w związki sakramentalne, nie chcą przyjmować sakramentów, czy nawet uczestniczyć w niedzielnej liturgii, to jaką drogą my idziemy? Co chcemy osiągnąć 101 rocznicą urodzin Jana Pawła II? Czy też kolejną (39) rocznicą śmierci kard. Wyszyńskiego? Ta droga prowadzi donikąd. To nasza wina. Wina Kościoła. Obudzimy się w sytuacji, gdy trzeba będzie zamykać kościoły, bo nikt do nich nie będzie przychodził ani ich utrzymywał. Tego chcemy? Jeśli tak, to jesteśmy na dobrej drodze.

Jeszcze 30 lat temu Kościół przyciągał. Był miejscem, które dawało ludziom poczucie bezpieczeństwa, pokoju i nadziei. Dziś, więcej osób chce z niego wyjść, niż do niego przychodzić, nawet wśród ochrzczonych. Co piąty z nas przystępuje do Komunii. A my dalej zajmujemy się sobą. Swoją historią, swoimi wielkimi postaciami z przeszłości, mnożymy cytaty na facebooku i z gorliwością, której nie powstydziłby się porządny faryzeusz, napominamy innych, że źle żyją, przy okazji wylewając z siebie wiadro obelg, czego sam mam okazję doświadczać.

Kościół przetrwa. To prawda. Przetrwał 2000 lat. Przetrwa ponieważ w jego centrum jest Jezus Chrystus. Czy to jednak zwalnia nas z odpowiedzialności, za to jakim go zostawimy naszym dzieciom? Możemy dalej siedzieć w polsko-polskiej wojnie, wyniszczając to co zostało, lub zacząć w końcu żyć jak ludzie, którzy widzą w drugim człowieku przyjaciela, nie wroga.

P.S. Dzisiaj ludzie w Polsce, jak tlenu, potrzebują nadziei. Czy Kościół ją daje?
To pytanie pozostawiam otwarte. Do przemyślenia.