Nie zapomnieć i żyć dalej … Dzień Dziecka Utraconego

Mówią, że czas leczy rany… może i leczy, ale zaleczone, zabliźnione, gdzieś pod skórą, potrafią kłuć przez całe życie. Tak jest w przypadku straty bliskiej osoby. W jednym momencie świat, który wydaje się być poukładany i dobry, staje się nie do zniesienia. Emocje przykrywające rozsądek, podsuwają coraz trudniejsze myśli, z którymi trudno sobie poradzić. A żyć trzeba.

Obchodzony 15 października Dzień Dziecka Utraconego, to moment, w którym warto spojrzeć na jedno z najtrudniejszych ludzkich doświadczeń – czyli śmierć. Spojrzeć, nie pod kątem szukania odpowiedzi na pytanie – Dlaczego? Spojrzeć pod kątem tego, co można zrobić, aby pomóc sobie przejść przez czas, który jest ogromną duchową pustynią. Odosobnieniem, w które człowiek, z jednej strony, sam chce wejść, ponieważ odrzuca pomoc z zewnątrz, z drugiej, nie chce w nim być ponieważ to boli. Ta sprzeczność, towarzyszyła mi przez długi czas. Mieszanka bólu, samotności i gniewu, który niszczy od środka.

W tym trudnym czasie chciałem aby dano mi spokój. Potrzebowałem czasu aby poukładać fakty i mieć czas na żal i smutek. Tak, faceci też płaczą i przeżywają stratę dziecka, bez względu na to, czy miało 2mc czy 10 lat, czy było pod sercem kobiety, czy już poza nim.

To nic złego, że człowiek chce płakać. Chce mieć czas aby zostać sam. Źle jest, jeśli po czasie, nie chce wyjść z samotności. I tu nieoceniona jest obecność drugiego człowieka, który, broń Boże, nie powie: „wiem, co czujesz”, „czas leczy rany”, „zobaczysz za kilka lat …”. Błagam, nie mówcie takich rzeczy! Jeśli chcecie coś takiego powiedzieć, to lepiej nic nie mówić i po prostu być. Dać swój czas oraz obecność. Jeśli jesteście w bliskiej relacji z osobą, która przeżywa stratę, to cisza nie będzie was krępować. Naprawdę. Jeśli potrzebująca osoba będzie chciała rozmawiać, to niech ma świadomość tego, że jesteś, że będzie miała się do kogo odezwać.
Choć liczby nie są w omawianym temacie najważniejsze, to warto wiedzieć że każdego roku dochodzi do ok. 40 tys. poronień. Są szacunki, które mówią, że 15-30 proc. wszystkich ciąż ulega samoistnemu poronieniu. Choć przy ogólnej liczbie porodów w Polsce (w 2019 roku 385 000 urodzeń żywych), wskazane cyfry mogą nie robić aż takiego wrażenia, to każda pojedyńcza śmierć człowieka, bez względu na to czy małego w łonie matki, czy większego, jest dramatem dla najbliższych mu osób.

Jako katolicy możemy coś dla nich zrobić, nawet jeśli nie znamy tych, którzy borykają się problemem utraconego dziecka. Możemy ogarnąć ich modlitwą, której bardzo potrzebują.

Niech 15.10.2020r będzie, w modlitwie, dla nich.

P.S. z racji października proponuję – dziesiątkę różańca.