Miłosierdzie nie ma załączników

Dużo łatwiej znaleźć w ludziach zło niż dobro. Wywlekanie błędów i wad nie wymaga wysiłku. To proste. Równie proste jest pomaganie. Pomaganie tym, którzy nam pasują. Tym, którzy są po naszej myśli. A co z resztą? Dzisiejsza Ewangelia nie pozostawia wątpliwości.

Kapłan i Lewita idą do Jerozolimy. Patrzą na pobitego i leżącego człowieka. Może i pojawia się w ich głowie myśl o pomocy ale wiedzą, że jeśli dotkną się nieboszczyka, a leżący jegomość może już nie żyć, to zaciągną na siebie nieczystość. Cała droga jaką przeszli do tej pory pójdzie na marne. Nie idą przecież do Jerozolimy tak sobie. Chcą pełnić tam posługi kapłańskie. Co jeśli idą już bardzo długo np. dwa tygodnie? Mogą dużo stracić. To jest dla mnie sedno dzisiejszej Ewangelii.

Miłosierdzie nie ma załączników. Samarytanin nie zastanawia się nad tym czy pomóc. On wzrusza się i opatruje rany. W jego postawie nie ma myślenia typu: pomogę ale co później? Nie zastanawia się nad konsekwencjami. Widzi człowieka, który potrzebuje pomocy i to robi. Po prostu.

Nie ma tu miejsca na zastanawianie się czy leżący jest z tej samej linii programowej co ja. Czy jest za lgbt, aborcją, PO, PiS-em, Mahometem czy Jezusem. On po prostu potrzebuje pomocy. A Chrześcijanin ma obowiązek mu pomóc, nie ze względu na altruizm ale Jezusa Chrystusa