Nie zabijaj … ale…

Przykazania Dekalogu wydają się być nad wyraz oczywiste w swojej treści. Krótkie i zrozumiałe dla każdego. Nakazy i zakazy, które stanowią podstawę moralności żydowskiej i chrześcijańskiej. W wersji pisanej powstały ok. VII – VI wieku p.n.e. W Starym Testamencie występują dwukrotnie: w Księdze Wyjścia oraz w Księdze Powtórzonego Prawa.

W Kościele dorobiliśmy się oczywiście setek tysięcy komentarzy, wyjaśnień, interpretacji i doprecyzowań. Pomimo to, sprawa budzi wiele niejasności. Katechizm Kościoła Katolickiego tłumaczyło to tak:

„Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem.
Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem, władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.

Od 2018 roku jest tak:

„Wymierzanie kary śmierci, dokonywane przez prawowitą władzę, po sprawiedliwym procesie, przez długi czas było uważane za adekwatną do ciężaru odpowiedź na niektóre przestępstwa i dopuszczalny, choć krańcowy, środek ochrony dobra wspólnego. Dziś coraz bardziej umacnia się świadomość, że osoba nie traci swej godności nawet po popełnieniu najcięższych przestępstw. Co więcej, rozpowszechniło się nowe rozumienie sensu sankcji karnych stosowanych przez państwo. Ponadto, zostały wprowadzone skuteczniejsze systemy ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli, a jednocześnie w sposób definitywny nie odbierają skazańcowi możliwości odkupienia win. Dlatego też Kościół w świetle Ewangelii naucza, że «kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby», i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie.”

I tu część osób boli. Boli, że nie ma zasady „oko za oko”. Boli, że nie można zastosować zasady „odwetu”, która była dozwolona w prawie Mojżeszowych. Polegało ona na tym, że karę za przestępstwo mógł wymierzyć sam poszkodowany, a jeśli nie żył, to karę mogli wymierzyć jego bliscy. Jezus stanowczo się temu sprzeciwił, co możemy bez trudu odnaleźć na kartach Ewangelii.

Nie przemawiają do mnie żadne emocjonalne argumenty osób, które są za karą śmierci. Sprawy finansowe utrzymywania przestępców z pieniędzy podatników również. Życie ludzkie jest ponad tym. Ani emocje, ani pieniądze nie mogą decydować o zabraniu życia. Jeśli zabieramy życie za to, że ktoś zabrał życie, to w czym wtedy jesteśmy lepsi od mordercy, którego chcemy zabić?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.